Ogłoszenia Duszpasterskie

 

OGŁOSZENIA  DUSZPASTERSKIE

   XIII Niedziela Zwykła 26. VI. 2022

                              Przewóz 2022r.

  1.       Dziękuję za troskę o Kościół mieszkańcom ul. Sportowej. W tym tygodniu o to proszę mieszkańców ul. Podmiejska. Szczęść Boże w tej trosce.
  2.       W tym tygodniu będziemy wspominać;
  •      27. VI. – poniedziałek – NMP Nieustającej Pomocy
  •      28. VI. – wtorek – Św. Ireneusza
  •       29. VI. – środa – Św. Apostołów Piotra i Pawła
  1.        W każdą środę modlimy się do MB Nieustającej Pomocy i Cudownego Medalika.
  2.        Dziś w Straszewie i w Sobolicach specjalne indywidualne błogosławieństwo dzieci. Można pobłogosławić wianki.
  3.       Dziś Odpust w Sobolicach.
  4.      Jutro 27.VI jest wspomnienie Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Również w naszej parafii w każdą środę odmawiamy Nowennę ku Jej czci. Niech Maryja, Matka Nieustannie pomagająca, uczy nas tej samej pięknej postawy pomagania innym. Zapraszam.
  5.       Jutro 27.VI. kolejny dzień Nowenny do Cudownego Medalika. Po Mszy św będzie wystawienie Najśw Sakr i wspólne modlitwy.
  6.        Cały czerwiec po Mszy Św. Litania do Serca Pana Jezusa.
  7.       W środę Św. Apostołów Piotra i Pawła. Puszka w to święto będzie przeznaczona na Świętopietrze, czyli z naszych ofiar utrzymuje się Bazylikę Św. Piotra. Pamiętajmy o obowiązku uczestniczenia we Mszy Św.
  8.      Już wakacje. Wysyłając dzieci czy młodzież na wakacje przypomnijmy, że nie ma wakacji od Boga. Nawet w wakacje obowiązuje i modlitwa i niedzielna Msza św. Organizatorzy kolonii i wycieczek mają obowiązek zapewnić dzieciom uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. Jadąc samochodem pamiętajmy, że jesteśmy nie jedynymi użytkownikami drogi. Inni też chcą szczęśliwie dojechać do celu. Podczas jazdy myślmy za siebie i za innych.
  9.      Pamiętajmy, że w miejscach sakralnych obowiązuje strój godny, a nie swobodny.
  10.       Pierwszy piątek. Do chorych jak zawsze od 8.00. Od 16.00 spowiedź w Przewozie.
  11.       W piątek po Mszy Św. Nabożeństwo I Piątkowe.
  12.       W sobotę po mszy Św. Nabożeństwo Pięciu pierwszych Sobót Miesiąca.
  13.       W piątek zmiana Różańca w Przewozie a na filiach w przyszłą niedzielę.
  14.      Sprawy kancelaryjne, proszę załatwiać z dwu tygodniowym wyprzedzeniem oprócz spraw losowych. Ślub 3 miesiące wcześniej. Proszę, aby to nie było, że coś potrzebne jest na jutro. Pamiętajmy też, że wszelkie posługi duszpasterskie powinny byś sfinalizowane w parafii zamieszkania, czyli takie jak; chrzest, ślub, pogrzeb. A jeśli z przyczyn ważnych w innej parafii to wymagane jest zezwolenie z parafii. Do kancelarii zapraszam w dzień powszedni przed lub po Mszy Św. Niedziela i święta kancelaria nieczynna.
  15.       Po Mszy Św. jest możliwość nabycia prasy katolickiej. Jest; Niedziela, Gość Niedzielny.
  16.       Pamiętajmy o podjętej decyzji prac remontowych w Przewozie i Bóg zapłać za ofiary.
  17.        Intencje Mszy Św. w tym tygodniu. Proszę sprawdzić.
  18.      Zapowiedzi
  •       Patryk Gronkowski zam Konin Żagański i Kornela Polańska zam Potok.
  1.      Wszystkim, Którzy w najbliższym tygodniu będą obchodzić swoje Urodziny, Imieniny czy różnego rodzaju Jubileusze życzę Błogosławieństwa Bożego.
  2.       Polećmy Bogu jeszcze raz intencje Mszy Św.
  3.      Życzę Wszystkim szczęśliwej niedzieli i niech Jezus czuwa nad nami.

 

 

 

 

 

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Wspomnienia z Ukrainy.

         Urodziłam się w roku 1932 w Wołczuchach koło Gródka Jagielońskiego. Miałam starszą siostrę Jadwigę (1922) i dwóch braci; Floriana (1928)i Edwarda (1924). Wieś ta obecnie należy do Ukrainy. Rodzice byli gospodarzami. Przed II wojną światową wieś liczyła około 200 numerów. Ja mieszkałam pod numerem 102. Numery domów nadawane były w kolejności ich powstawania. Ta część wioski gdzie mieszkałam nazywała się „Szlachta”. Zamieszkiwali ją Polacy [większość] i Ukraińcy.

         Często były mieszane małżeństwa. Polak żenił się z Ukrainką a Ukrainiec z Polką. Mieszkańcy wioski żyli w zgodzie, pomagali sobie w pracach polowych takich jak orki, żniwa czy wykopki. Kobiety spotykały się na tzw. „wieczurkach”, gdzie wspólnie darły pierze, przędły czy też wyszywały gorsety. Siostra Jadwiga pięknie rysowała kwiaty, które później przenosiła na płótno i powstawały kolorowe obrusy, ręczniki czy też kapy na łóżka. Do dziś rodzina posiada te wyroby. Malowała też kwiaty na ścianach domu. Żyło się wesoło.

         W Wołczuchach chodziłam do szkoły. Lekcje odbywały się po rosyjsku. W czasie wojny lekcje nie zawsze były. Nauczyciel przychodził do Gródka Jagielońskiego. Języka polskiego uczyła mnie w domu mama.

         Przy naszej wiosce około 150m od domu była główna droga Przemyśl-Lwów a obok niej tory kolejowe. (ważny szlak komunikacyjny). Przy szosie miedzy Wołczuchami a Rodatyczami stała figura Świętego Jana.

         Chodziliśmy na majówki do kościoła. Chodziło dużo dzieci, młodzieży, ludzi dorosłych oraz gospodarzy. Niektórzy nawet po pracy w polu szli do kościoła. W Dni Krzyżowe chodziła procesja do krzyży stojących na polach. Były cztery Krzyże wkoło wioski; [na trasie do Dolimian, Kocowa, do Baru i na Mogile]. Po majówce do domu wracaliśmy rozradowani ze śpiewem na ustach.

W Zielone Świątki chodziła też procesja przez pola. Ksiądz poświęcał pola, ludzie modlili się o urodzaj. W naszych gospodarstwach układało się dywany z tataraku, w kościele też. W wiosce były dwa stawy, mniejszy był koło naszego domu. Tam z dziećmi zrywałam tatarak. Dywany układane były przez podwórko do ulicy. Dzieci bardzo przeżywały układanie dywanów i cieszyły się. Rodzice za te prace nie szczędzili pochwał. Z łąk roznosił się zapach skoszonej trawy i bzu. W stawach rechotały żaby. Przy naszej bramie rósł jaśmin. Z ogrodu położonego na wzgórzu rozpościerał się piękny widok. Dobrze było widać rozległe tereny. Za torami była miejscowość Rodatycze. Tam chodziliśmy na odpust do Matki Bożej Różańcowej, a na Św. Antoniego chodziło się na odpust do Sądowej Wiszni.

 Ja jako dziecko bardzo chciałam iść na odpust do Sądowej Wiszni i płaczem wymusiłam, że mnie mama zabrała. Była to daleka droga około 15 kilometrów. Mama liczyła, że trafi się po drodze jakaś furmanka. Nikt nie jechał a ja szczęśliwa całą drogę biegłam.

Dzieci czekały na powrót dorosłych z odpustów, bo zawsze coś dostawały kupione u kramarzy. Mieszkańcy Wołczuch chodzili też na pielgrzymki do Przemyśla (Kalwaria Pacławska). Chodzili na skróty przez pola i boso przechodzili przez San. W domu był obraz Matki Bożej Pacławskiej. Jeszcze ten obraz jest w rodzinie.

Mój dom.

Dom składał się z dwóch izb, komory i sieni. W sieni stał piec piekarski w którym raz w tygodniu piekło się chleb, pierogi czy zapiekało kasze. W komorze przechowywano w skrzyniach zboże i inne artykuły żywnościowe. Wykorzystywano też komorę do spania [na skrzyniach]. Dom nie miał podłóg tylko klepisko z gliny. Umeblowanie pokoju to; łóżko, stół, skrzynie na odzież, ławy oraz bambetel. Bambetel to rodzaj wersalki wykonany z drewna służył do siedzenia, a po rozsunięciu szuflady [wypełnionej słomą] do spania. W drugiej izbie była kuchnia. Stał tez stół, bambetel, i łóżko oraz ławy. Na ścianie wisiała szafka na naczynia.

Do oświetlenia pomieszczeń służyła lampa naftowa. Stodoła kryta strzechą miała piwnicę. Przy stajni[murowanej] ze stryszkiem była studnia z żurawiem.

Wojna.

Starszy brat Edward w czasie wojny poszedł do wojska. Przeżył front. Wracając z żołnierzami z wojny zatrzymali się w Szaflarach koło Nowego Targu na odpoczynek. W czasie spaceru z kolegami i wujkiem Marianem Polańskim (mężem siostry mamy). Edzio stanął w obronie tamtejszej dziewczyny. Ruski pijany żołnierz chciał się na siłę umówić z polską dziewczyną na tańce. Dziewczyna odmówiła i chciała się oddalić. Wówczas Ruski żołnierz zaczął strzelać i trafił w Edzia, który próbował pomóc dziewczynie. Edward zmarł na rekach wujka Mariana. Wojsko pochowało go w Szaflarach. Przeżył wojnę, front i zginął, a był już koniec wojny. O śmierci Edwarda rodzina dowiedziała się będąc już w Większycach k/Koźla. Była wielka rozpacz. Rodzice mieli wszystkie jego listy z wojny i teraz ja mam je do dzisiaj jako pamiątkę po nim. Grobem Edwarda w Szaflarach opiekowała się młodzież szkolna. Rodzina mieszkająca w zachodniej Polsce odwiedza grób podczas pobytu w Zakopanem.

Z ogrodu położonego na wzgórzu rozpościerał się piękny widok. Dobrze było widać rozległe dalekie tereny.

Z naszego ogrodu widziałam samoloty, które leciały nad wioską  z Przemyśla do Lwowa. Sąsiadki z rodzicami i siostrą pod drzewem (papierówka) odmawiali Litanię do Matki Bożej i wystraszyli się, że jest wojna. Niemcy atakowali Ruskich, których w naszej wiosce dużo zginęło. Przechodził front. Było dużo czołgów, samochodów. Bomby leciały koło torów, drogi i na łąki. Żołnierze Ruscy się cofali. Straszna była wojna we Lwowie. Ja z babcią Marią Polańską (z domu Marusiak) siedziałam w piwnicy. Z rodzicami i sąsiadami na górce patrzyliśmy jak Lwów był ostrzeliwany. Katiusze rozświetlały niebo, samoloty atakowały. Sąsiedzi przychodzili wieczorami do nas i przez okno liczyli przejeżdżające samochody wojskowe i pociągi. Każdy przynosił jakieś wieści z wojny – co usłyszał. Mobilizacja – zabierano młodych chłopców do wojska.

Niemieckie wojsko w naszej wiosce było 4 dni. Były łapanki. Młodych wywozili do pracy do Niemiec. Samochody okrywali gałęziami z lipy, żeby nie było ich widać. Straszna była strzelanina. U sąsiadów w stodole Niemcy znaleźli karabin, więc zabrali gospodarza na samochód i wywieźli. Nie wrócił już do domu. Matka jego bardzo rozpaczała. Niektórzy ukrywali się żeby ich nie złapano. Ze Lwowa front się cofał, Ruscy atakowali, żołnierze Niemieccy uciekali polami w stronę Przemyśla. W tym czasie mieliśmy pięknego konia. Tato ukrywał go w kukurydzy. Niemiecki żołnierz uciekał na koniu przez pola i zauważył naszego konia. Zabrał go z kukurydzy i odjechał na naszym koniu. Pozostał żal. Jak Niemcy wycofali się, w naszej wiosce zostało dużo katiuszy, czołgów i dział.

W czasie wojny tato często zostawał w domu, a mama z dziećmi i sąsiadki ze swoimi dziećmi uciekały do drugiej wioski – do Rodatycz. Tam siedzieliśmy w stodole u stryja Antoniego Polańskiego. Stryjenka dała nam chleb i mleko. Cieszyłam się, że miałam co jeść.

Po przejściu frontu mężczyźni zbierali ciała żołnierzy i zakopywali do jednego grobu.

Zaczęły się ataki banderowców.

W czasie wojny przybył do naszej wioski młody ksiądz Kazimierz Orkusz. Parafianie przyjęli go z radością. Ksiądz nasz był młody. Ksiądz z parafianami postanowili zbudować nowy kościół. Mieli plac pod budowę, który poświęcili. Przywożono wapno, cegły, kamienie. I na próżno. Żeby zebrać pieniądze na kościół ksiądz organizował festyny.

W czasie wojny w naszym domu ukrywali się Żydzi. Tato karmił ich chlebem. Jeden z nich miał na mię Adaś (około 30 lat) a drugiego wołali Łaba (około 40 lat). Któregoś razu brat Florian poszedł po siano dla konia. Po chwili przybiegł przestraszony do taty z krzykiem, że coś jest w sianie, bo siano się rusza. Dzieci nie były wtajemniczone w fakt ukrywania Żydów, bo za taki czyn były kary nawet z karą śmierci.

Nasz dom często odwiedzała Żydówka Fajga, która skupowała po gospodarzach jajka, a w Gródku miała sklep. Ja często nosiłam jajka na szosę prowadzącą do Gródka i przekazywałam jajka furmanowi, który dostarczał jajka do sklepu Fajgi. Za tę przysługę dostawałam jakieś „grosze”.

Droga na „Zachód”

Banderowcy atakowali z każdej strony gdzie były polskie wioski. U nas była mieszanina ludzi. Jeden z Ukraińców nawiązał kontakt z banderowcami i kazał Ukraińcom wyjechać do trzeciej wioski, gdzie mieszkali Ukraińcy a nas wymordować. Nasz ksiądz postanowił zapobiec tragedii swojej parafii. Udał się do ruskiego księdza, a ten stwierdził, że nic nie może poradzić i żeby ksiądz Olkusz nie brał tyle dusz na swoje sumienie. Na kwaterze u naszego księdza było dwóch żołnierzy niemieckich. Ksiądz Kazimierz z nimi porozmawiał, żeby mu pomogli ominąć tę tragedię. Posłuchali księdza i tych Ukraińców sprowadzili z powrotem do wioski. I tak nasza wioska dzięki księdzu ocalała. Ludzie ciężko pracowali na roli, a po nocach stróżowali we wsi. Chronili wioskę jak mogli. Ksiądz też się udzielał. Gdy biły dzwony uciekaliśmy do ukraińskiej rodziny i tam siedzieliśmy do rana. Na szczęście nic złego się nie działo. Strach jeszcze przeżyliśmy gdy była ostra zima i z sąsiedniej małej wioski ruscy wywieźli wszystkich na Sybir. Następnie miała być wywieziona nasza wioska i wtedy ojciec wszystkich pobudził, spakował chleby i parę rzeczy do worka i ubrani oczekiwaliśmy do rana przygotowani do drogi. Dzięki Bogu nasza wioska ocalała. W końcu wojna się skończyła ale my musieliśmy opuścić swoje domy i wyjechać na zachód. Nikt nie wiedział dokąd. Na stacji stały przygotowane wagony. W kościele była ostatnia msza i godzinki do N.M.Panny. Z płaczem pożegnaliśmy nasz kościół. W wagonie było nas sześć rodzin. Każdy co mógł zabrał do wagonu. Rodzice jechali z małymi dziećmi. Dzieci trzymali na rękach, bo nie było gdzie położyć. Było ciasno. Wagon był odkryty a gdy padał deszcz wszystko przemakało. Zwierzęta jechały w drugim wagonie.

Brat Florian z sąsiadami jechali wozami aż do Koźla. My z rodziną pociągiem do Medyki. Tam była przesiadka do innego pociągu bo nie pasowały tory. Dojechaliśmy do Koźla. Zamieszkaliśmy w Większycach k/Koźka. Tam byliśmy rok i tam chodziłam do gimnazjum. Stamtąd wyruszyliśmy w dalszą drogę na zachód. Wyładowali nas w Przewozie. Dopiero był płacz rodziców, miejsce obce, nieznane. Nie było księdza ani szkoły. Zamieszkaliśmy w Dobrochowie, gdzie dorastałam. Uczyłam się krawiectwa u Gieni Polańskiej (w domu Sirak) a później też uczyłam tego fachu inne dziewczyny. Było ich 10. To powodowało że w domu rodzinnym było bardzo wesoło. Była nauka, ale też zabawy. Do kościoła jeździliśmy do Piotrowa. Ksiądz przyjeżdżał z Niwicy. Tam Też brałam ślub. Wychowałam czwórkę dzieci. Szybko owdowiałam. Od 1961 roku zamieszkałam w Przewozie. Jestem szczęśliwą babcią 9 wnuków i 9 prawnuków.

Ksiądz Kazimierz Orkusz po wojnie pracował w Gdańsku. Przeżył 100 lat. Pochowany jest we Wrzeszczu.

Karolina Ardelli

 

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

AKT POŚWIĘCENIA

NIEPOKALANEMU SERCU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

O Maryjo, Matko Boga i nasza Matko, uciekamy się do Ciebie w tej godzinie cierpienia. Jesteś naszą Matką, miłujesz nas i znasz nas: nic, co nosimy w sercu, nie jest przed Tobą ukryte. Matko miłosierdzia, tak wiele razy doświadczyliśmy Twojej opatrznościowej czułości, Twojej obecności, która przywraca nam pokój, ponieważ Ty zawsze prowadzisz nas do Jezusa, Księcia Pokoju.

My jednak zgubiliśmy drogę do pokoju. Zapomnieliśmy o nauce płynącej z tragedii minionego wieku, o poświęceniu milionów poległych podczas wojnach światowych. Zlekceważyliśmy zobowiązania podjęte jako Wspólnota Narodów i wciąż zdradzamy marzenia narodów o pokoju oraz nadzieje ludzi młodych.  Staliśmy się chorzy z chciwości, zamknęliśmy się w nacjonalistycznych interesach, pozwoliliśmy, by sparaliżowały nas obojętność i egoizm. Woleliśmy lekceważyć Boga, żyć w naszym fałszu, podsycać agresję, niszczyć życie i gromadzić broń, zapominając, że jesteśmy opiekunami naszego bliźniego i wspólnego domu, który dzielimy. Poprzez wojnę rozszarpaliśmy Ziemski ogród, grzechem zraniliśmy serce naszego Ojca, który pragnie, abyśmy byli braćmi i siostrami. Staliśmy się obojętni na wszystkich i wszystko z wyjątkiem nas samych. A teraz ze wstydem mówimy: przebacz nam, Panie!

W nędzy grzechu, w naszych trudach i słabościach, w tajemnicy nieprawości zła i wojny, Ty, Najświętsza Matko, przypominasz nam, że Bóg nas nie opuszcza, ale wciąż patrzy na nas z miłością, pragnąc nam przebaczyć i nas podnieść. To On dał nam Ciebie a Twoje Niepokalane Serce uczynił schronieniem dla Kościoła i ludzkości. Z Bożej dobroci jesteś z nami i przeprowadzasz nas z czułością nawet przez najbardziej skomplikowane dziejowe zakręty.

Zatem uciekamy się do Ciebie, pukamy do drzwi Twego Serca, my, Twoje umiłowane dzieci, które w każdym czasie niestrudzenie nawiedzasz i zachęcasz do nawrócenia. W tej mrocznej godzinie przyjdź nam z pomocą i pociesz nas. Powtarzaj każdemu z nas: „Czyż oto nie jestem tu Ja, twoja Matka?”. Ty wiesz, jak rozplątać pęta naszego sercai węzły naszego czasu. W Tobie pokładamy nadzieję. Jesteśmy pewni, że Ty, zwłaszcza w chwili próby, nie gardzisz naszymi prośbami i przychodzisz nam z pomocą.

Tak właśnie uczyniłaś w Kanie Galilejskiej, gdy przyspieszyłaś godzinę działania Jezusa i zapowiedziałaś Jego pierwszy znak w świecie. Gdy uczta zamieniła się w smutek, powiedziałaś Mu: „Nie mają wina” (J 2, 3). O Matko, raz jeszcze powtórz to Bogu, bowiem dziś zabrakło nam wina nadziei, zniknęła radość, rozmyło się braterstwo. Zagubiliśmy człowieczeństwo, zmarnowaliśmy pokój. Staliśmy się zdolni do wszelkiej przemocy i wszelkiego zniszczenia. Jakże pilnie potrzebujemy Twojej matczynej interwencji.

Przyjmij więc, o Matko, to nasze błaganie.

Ty, Gwiazdo morza, nie pozwól, byśmy zostali rozbitkami w czasie wojennej burzy.

Ty, Arko Nowego Przymierza, inspiruj plany i drogi pojednania.

Ty, „Ziemio nieba”, zaprowadź w świecie Bożą zgodę.

Ugaś nienawiść, usuń pragnienie zemsty, naucz nas przebaczenia.

Uwolnij nas od wojny, zachowaj świat od zagrożenia nuklearnego.

Królowo Różańca Świętego, rozbudź w nas pragnienie modlitwy i miłości.

Królowo rodziny ludzkiej, wskaż narodom drogę braterstwa.

Królowo pokoju, wyjednaj światu pokój.

Niech Twój płacz, o Matko, poruszy nasze zatwardziałe serca. Niech łzy, które za nas przelałeś, sprawią, że znów zakwitnie owa dolina, którą wysuszyła nasza nienawiść. I choć nie milknie zgiełk broni, niech Twoja modlitwa usposabia nas do pokoju. Niech Twoje matczyne dłonie będą ukojeniem dla tych, którzy cierpią i uciekają pod ciężarem bomb. Niech Twoje macierzyńskie objęcie pocieszy tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów i swej ojczyzny. Niech Twoje bolejące Serce poruszy nas do współczucia i przynagli do otwarcia drzwi i opieki nad zranioną i odrzuconą ludzkością.

Święta Boża Rodzicielko, gdy stałaś pod krzyżem, Jezus, wskazując na ucznia obok Ciebie, powiedział Ci: „Oto syn Twój” (J 19, 26): w ten sposób zawierzył Tobie każdego z nas. Następnie do ucznia, do każdego z nas, rzekł: „Oto Matka twoja” (w. 27). Matko, chcemy Cię teraz przyjąć w naszym życiu i w naszej historii. W tej godzinie ludzkość, wyczerpana i zrozpaczona, stoi wraz z Tobą pod krzyżem. I potrzebuje zawierzyć się Tobie, potrzebuje poprzez Ciebie poświęcić się Chrystusowi. Naród ukraiński i naród rosyjski, które czczą Cię z miłością, uciekają się do Ciebie, a Twoje Serce bije dla nich i dla wszystkich narodów zdziesiątkowanych przez wojnę, głód, niesprawiedliwość i nędzę.

My zatem, Matka Boga i nasza Matko, uroczyście zawierzamy i poświęcamy Twojemu Niepokalanemu Sercu siebie samych, Kościół i całą ludzkość, a zwłaszcza Rosję i Ukrainę. Przyjmij ten nasz akt, którego dokonujemy z ufnością i miłością; spraw, aby ustały wojny, i zapewnij światu pokój. Niech „tak”, które wypłynęło z Twojego Serca, otworzy bramy dziejów dla Księcia Pokoju; ufamy, że poprzez Twoje Serce, nastanie jeszcze pokój. Tobie więc poświęcamy przyszłość całej rodziny ludzkiej, potrzeby i oczekiwania narodów, niepokoje i nadzieje świata.

         Niech za Twoim pośrednictwem Boże Miłosierdzie rozleje się na ziemię i niech słodki rytm pokoju na nowo kształtuje nasze dni. Niewiasto, któraś powiedziała Bogu „tak” i na którą zstąpił Duch Święty, przywróć pośród nas Bożą harmonię. Ożyw nasze oschłe serca, Ty, któraś jest „żywą nadziei krynicą”. Ty, któraś utkała człowieczeństwo Jezusa, uczyń nas budowniczymi komunii. Ty, która przemierzałaś nasze drogi, prowadź nas drogami pokoju. Amen.